avatar User: sender
Miescowość: Chojnów, dolnośląskie Dystans: 11648.28 km
Śr. pr.: 15.84 km/h


fitnonstop.pl- blog biegacza
compressnonstop.pl- opaski kompresyjne

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy sender.bikestats.pl

Statystyki odwiedzin:

Liczba wyświetleń:
Liczba odwiedzin:
Osoby on-line:
Dane wyjazdu:
52.00 km 52.00 km teren
03:00 h 17.33 km/h
Max prędkość:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Kalorie: (kcal)

Singltrek Pod Smrkem - czuć FLOW

Sobota, 28 lipca 2012 · dodano: 29.07.2012 | Komentarze 1

Od dawna planowany wyjazd z Wojtkiem do Czech.
Od poczatku.
Pakowanie od godziny 7:30 do 8:30.

Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy w nadziei, że niczego nie zapomniałem. Niestety plecak był zbyt mały aby pomieścić bukłak i aparat jednocześnie. Wybór padł na aparat (który w sumie i tak nie był używany zbyt często).

Kolejny etap to pakowanie Wojtka roweru na dach. Tu pierwsze zdziwienie. Otóż kluczyki od mojego starego bagażnika rowerowego gdzieś przepadły, a szkoda, bo bagażnik był całkiem całkiem. Piszę, był, gdyż kluczyki przepadły na amen. Wracając do wycieczki. Ładujemy szybko Wojtka bagażnik i ruszamy. Jedziemy około godziny.

W Novym Mescie trochę błądzimy, ale tylko po to aby dotrzeć do rowerowego raju. Jeszcze tylko szybkie formalności parkingowe i jesteśmy gotowi.



Na mapę z trasami nie zaglądamy zbyt ambitnie. Błąd! Pojechaliśmy szlakiem zielony, niebieskim, czerwonym. Po ok 16 km wracamy pod centrum.



Jesteśmy średnio zadowoleni, bo coś krótko, choć bardzo fajnie. Długo nie czekając jedziemy dalej. Tym razem pobieżnie rzucamy okiem na mapę. Błąd!
Po blisko 7 km wracamy do centrum.

Krótki odpoczynek na kiełbaskę i fantę.

Najedzeni bierzemy mapkę ze sobą i jedziemy na najdłuższą pętle. Dojechawszy do miejsca, w którym ostatnim razem wybraliśmy złą drogę ciśniemy pod Asfaltową Agonię.

W istocie była to agonia. Prędkość w polotach sięgała około 9km/h - było to szybko. Dojechaliśmy do szczytu Agonii! Wybieramy czerwony szlak. Wiedzie w dół. Tu pierwsze zaskoczenie, pozytywne.

Jest trudniejszy i bardziej techniczny niż ten wcześniejszy. Fajnie! Pierwszy przystanek to Hubertówka. Tam kupujemy wodę neperlowaną i jedziemy dalej. Tym razem będzie cały czas z góry. Jest git! Na samym dole siedzimy i odpoczywamy. Zagaduje nas wrocławski przyjaciel, który prosi o pomoc. Mianowicie za chwilę ma zjechać jego mały znajomy, który skrzywił łańcuch. Pomagamy.



Po wywaleniu dwóch ogniw można jechać dalej. W ramach rekompensaty pijemy piwo + lokole (ja).




W tym też momencie pogoda zaczyna ulegać zmianie. Krótko mówiąc będzie deszcz. Czym prędzej zatem zbieramy się i ruszamy w stronę centrum. Trochę pod górkę, trochę z górki, zawsze czuć FLOW :)



Docieramy do centrum tuż przed deszczem. Kolejna kiełbasa i pakowanie rowerów na dach. Wojtek dostrzega straty w sprzęcie.


Mamy trzy dokładne ślady przebytych tras. Wracając mylimy drogę i zamiast do Gryfowa Śląskiego nieświadomie skręcamy na Mirsk. Nadkładamy jakieś 20-30 km. W efekcie jednak trafiamy do domu :)
Kategoria treningowe, z fotką



Komentarze
rennsport
| 17:13 niedziela, 29 lipca 2012 | linkuj Gratki :)

aparaciku szkoda jednak :) no ale singiel zawsze coś niszczy w moim przypadku rok temu była to tylna piasta w tym roku licznik :D
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa potot
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]